MENU

"Kuba"

Żył raz sobie Kuba, który już wcale, ale to wcale nie był taki mały, a jednak wszystkie swoje zabawki kochał stale tak samo, szczególnie jednego misia, którego traktował jak najlepszego kumpla. Miś był mały i szary. Od czasu do czasu trzeba było go wyprać, bo od tych wszystkich całusów, które dostawał od Kuby, miał cały brudny pyszczek. Jednak to nie przeszkadzało chłopcu,  by misio był tulony co wieczór i całowany co ranek. I choć Kuba był coraz starszy i coraz bardziej samodzielny, to i tak misia kochał stale i niezmiennie. Misio czuł tę jego miłość i kochał go również tak samo mocno. Cierpiał również wtedy, gdy i Kuba cierpiał. Chłopiec miał bowiem dziwną przypadłość, nie wiadomo dlaczego i czemu na prawej rączce pojawiała mu się dziwna, swędząca i piekąca blizna, która dokuczała mu okropnie.

Pewnej nocy, gdy blizna była nie do zniesienia i Kuba poprzez łzy poprosił swojego misia o pomoc, uruchomił moce, o których sobie nawet nie zdawał sprawy. Gdy chłopiec w końcu zasnął, misio ucałował rączkę i obiecał, że zrobi wszystko, by uratować swojego przyjaciela. Misio przeniósł się do krainy marzeń i fantazji, do której dostęp mają tylko nieliczni, ci, co kochają i mają otwarte serca.

Wskoczył misio na najbardziej wypasiony motor, jaki mogły ujrzeć dziecięce oczka, chwycił Kubę za rękę,  posadził go z tylu za sobą i już mknęli poprzez pola i łąki. Misio wiedział, że musi dotrzeć do kryształowego zamku, gdzie mieszkała biała królowa, bo miała ona największą moc niebieskiego kryształu i potrafiła wszystko, jeżeli tylko było to zgodne z wibracją jej serca. Jechali więc tak przed siebie, aż futerko misia falowało na wietrze, a uszy wesoło podskakiwały. Po pewnym czasie zrobił się od tego wiatru tak puszysty, że zaczął łaskotać Kubę swoim milutkim futerkiem tak, aż chłopiec się obudził. Prawie by spadł, kiedy otworzył oczy i ujrzał, że siedzi na wymarzonym motorze, takim czerwonym z czarnymi wykończeniami i oczywiście żółto-pomarańczoymi płomieniami. Ale gdy zobaczył misia z przodu, to uderzył się pięścią w głowę, bo myślał, że to sen, choć wcale nie chciał się z niego budzić. Misio przystanął i wesoło się przywitał:

- Hej, Kuba, zabrałem cię na wycieczkę. Dzisiejszej nocy wypowiedziałeś magiczne życzenie i pozwoliłeś bym ci pomógł.

- Ale jak to? – z rozdziawioną buźką spytał chłopiec.

- A tak to – nadal wesoło odpowiadał misio. – Zabawki też mają swoją moc. Nasz świat jest pełen magii i czarów, wszystko dookoła żyje, nawet jak się nie rusza. Nie musisz widzieć, by to istniało, nie musisz dotykać, by świat odczuć. Otwórz swoje serce i pozwól, by miłość z zewnątrz płynęła do ciebie, a zrozumiesz, że nie musisz widzieć oczami, by wiedzieć, że coś istnieje.

Chłopiec był nadał oszołomiony, ale zrobił, co powiedział misio, przecież kochał go z całych sił i ufał mu bezgranicznie. Zamknął ponownie oczka, rozluźnił ciało i kochał wszystko dookoła tak, jak kochał swojego misia. I już po chwili poczuł delikatny wietrzyk na czole, jakby go ktoś najdelikatniej w świecie głaskał, poczuł muśnięcie na policzku, jakby ktoś mu dawał buziaka i odczuł lekkie drżenie w całym ciele jak delikatne łaskotki. Misio też to czuł i wiedział, że Kuba jest już gotowy.

- Ok. to lecimy – krzyknął misio i już szybowali wśród chmur.

Słońce już wstało, jakby chciało przywitać latających przyjaciół i oświetlić im drogę. Kuba otworzył oczy i widział cały świat z wysoka, który stawał się coraz mniejszy i mniejszy. Domki były jak pudełeczka, a ludzie jak maleńkie kropeczki. Łąki i lasy jak zielone wstążeczki, przeplatające się między sobą, by co chwilę obwinąć się wokół srebrzysto - niebieskiej tafli jeziora. Rzeki radośnie machały swoimi niebieskimi palcami, by za chwilę zniknąć pod kłębiastymi, puchatymi chmurami. Z tej perspektywy wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Tak pięknie, kolorowo, aż Kuba z radości krzyknął głośne:

-Juuuuuuuhhhhhhhhhhhuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu ! I pomknęli dalej.

Po jakimś czasie, gdy wszystko coraz bardziej gęstniało i stawało się bielsze, Kuba w końcu zapytał:

- Gdzie tak naprawdę mnie zabierasz?

- Do krainy stworzenia, gdzie jest początek i koniec wszystkiego, gdzie mieszkają nasze pytania i odpowiedzi na nie, gdzie żyją nasze najcudowniejsze marzenia i gdzie śpią nasze przyszłe plany.

- To z tamtej krainy jest ten motor? – spytał Kuba.

- Tak, jest tam wszystko, o czym bardzo mocno myślałeś i czemu poświęcałeś dużo czasu.

- To fantastycznie! – krzyknął Kuba.

- I tak, i nie -  tajemniczo uśmiechnął się misio. Jest tam wszystko, dosłownie wszystko. I zanim dotrzemy do kryształowego zamku i białej Pani, gdzie są twoje najcudowniejsze myśli i marzenia, najpierw będziemy musieli przejechać przez te krainy, które stworzyłeś swoją złością i płaczem.

- Oj – jęknął Kuba – bo doskonale wiedział, że jak każdy człowiek miewał gorsze dni i choć bardzo się starał, to wiele razy krzyczał bez powodu, płakał, by dostać to, co chciał i wcale nie chciał słuchać tego, o co prosili inni.

- Nie martw się, wysłannicy już płyną do nas, by nam pomóc. Jedyne, co ty musisz zrobić, to zwyczajnie przeprosić za to wszystko, co było, wybaczyć sobie i zechcieć to zmienić.

Jak misio powiedział, tak Kuba uczynił. Nie było czasu na myślenie, bo powietrze coraz bardziej gęstniało i robiło się coraz ciemniej. I w tej samej chwili, w której Kuba obiecał poprawę  przed samym sobą, zrobiło się całkowicie ciemno i misio krzyknął :

- Spadamy! Trzymaj się, Kuba!

Już wszystko wirowało dokoła i zderzenie z ziemią było blisko, ale chłopiec poczuł, że trzyma w ręce jakiś przedmiot, ścisnął go mocniej i światło rozbłysło. Była to latarka, ale chyba nie taka zwykła, bo motor, jak posłuszny szczeniak, zaczął jechać tam, gdzie świeciła. No, to wtedy zaczęła się zabawa. Kuba uwielbiał prędkość i jak tylko regulował strumień światła na długi i cienki, to motor pędził jak szalony, aż jego policzki furgotały na wietrze.  Wystarczyło, że Kuba zakręcił światłem latarki, a motor już robił ósemki w powietrzu i wywrotki, więc przyjaciele musieli się dobrze trzymać, by nie spaść z siodełek, a śmiali się przy tym tak bardzo, że aż łzy płynęły im po policzkach. Swoje kaskaderskie wyczyny skończyli dopiero, gdy zauważyli przed sobą srebrzysty tunel, więc mało myśląc, wjechali w niego i wylądowali wprost przed drewnianą chatką. Postawili motor przed domem i jeszcze im się nogi trzęsły, gdy z niego schodzili, ale już byli bardzo ciekawi, kto mieszka w tym domku. Nie musieli długo czekać, bo w drzwiach ukazał się starzec, a raczej jego głowa. Wyglądał tak, jakby wychylał się z domu dla lalek, który był dla niego dużo, dużo za mały.

- Chodźcie!– zawołał wesoło. - Czekam na was. I głowa zniknęła w środku.

Kuba i misio weszli niepewnie, bo jeśli się głowa staruszka w drzwiach nie mieściła, to pewnie i dla nich nie będzie miejsca w domku. Jednak zdziwili się, gdy weszli do środka i zobaczyli dziedziniec zamku, z piękną bramą i mostem zwodzonym. Wszędzie było mnóstwo ludzi, zwierząt i nawet dziwne dźwięki dobiegały gdzieś z góry, ale nie mieli czasu zobaczyć, w jaki sposób powstawały, bo byli już ponaglani przez staruszka, który podskakiwał na dziedzińcu i przywoływał ich ręką. Pobiegli radośnie za nim i znaleźli się w zamkowej komnacie, na końcu której stał tron, a na nim ….wcale nie było króla. Siedział on sobie na drewnianym, bujanym kucyku i bujał się w najlepsze. Król musiał widzieć zdziwioną minę chłopca, więc podszedł do Kuby, poklepał go po ramieniu i dodał:    

- Pamiętaj, wszystko jest możliwe, ograniczenia stawia tylko twoja głowa, potrafisz tyle, ile może twoje serce. I popukał Kubę po serduszku, a z uszu chłopca nagle wyleciało stado nietoperzy, krzycząc i latając w popłochu.

- O! Widzę, że uszy dawno nie były myte – uśmiechnął się król. - Ok. teraz będziesz lepiej słyszał i słuchał, co mówią inni.

Następnie król zaprosił ich na ucztę, w której podano same smakołyki. Stały wielkie puchary z lodami, leżały ogromne ciastka, po których można było biegać, takie były wielkie. Czekoladowe rurki wyglądały tak, że można było po nich zjeżdżać, a kolorowe misie żelki służyły jako trampoliny do skakania.

- Bo jedzenie ma być zabawą. Kochaj to, co zjadasz, błogosław, dziękuj, a twój brzuch wypełni się światłem i radością – przypomniał władca.

Po skończonej uczcie król wręczył Kubie i misiowi mapę, na której wyrysowana była droga do kryształowego zamku. Nakazał ją otworzyć dopiero wtedy, gdy dojadą do wzgórza pierdziochów. Była to najgorsza góra, jaką widziało oko ludzkie. Od czasu do czasu wyłaniały się z niej tak cuchnące gazy, że żadna roślinność nie przetrwała w obrębie 100 km, a ptaki padały martwe, gdy akurat tam przelatywały. Król nakazał włożyć im maski gazowe, gdy tylko tam dojadą i życzył im powodzenia. Gdy tylko przyjaciele usiedli na motor, on już wiedział, dokąd jechać i po chwili poczuli paskudny zapach, unoszący się w powietrzu, tak silny, że aż szczypało w oczy. Jak tylko wylądowali na górze, szybko musieli zakładać maski, bo im się nosy wywracały na drugą stronę, a futerko misia całe pożółkło.  Szybko otworzyli mapę i zobaczyli, że droga do zamku wiedzie przez jaskinię lenistwa, a następnie przez most histerii. Trochę dziwne im się to wydało, ale poprosili o wsparcie swoich opiekunów i ruszyli w drogę. Szybko dotarli do jaskini, ale byli już tak zmęczeni, że nic im się nie chciało. Z trudem powłóczyli nogami i im głębiej wchodzili, tym bardziej byli śpiący i zmęczeni. Gdy tak szli, Kuba poślizgnął się na jakimś błocie, które okazało się wcale nie być błotem, tylko pozostałością po przemiłym zwierzaczku, które wesoło podskakiwało wokół nich i merdało ogonkiem umieszczonym pośrodku czoła, jak u nosorożca. Kuba przypomniał sobie wesołe zabawy ze swoim pieskiem i choć nie chciało mu się już ruszyć nawet nogą, to jednak podniósł kawałek patyka i rzucił zwierzakowi, by sprawić mu radość. W ten sposób pokonał lenistwo w sobie i wtedy wszystko zaczęło się burzyć. Przyjaciele nagle dostali nowych sił i mogli szybko opuścić jaskinię. Na nic nie patrzyli, tylko omijali spadające kamienie. Gdy dobiegli do jej skraju i przed nimi nie było już nic, tylko ogromne podziemne jezioro, krzyknęli:

- Na bombę!

Chwycili się za ręce i skoczyli. Plusk był tak duży i lecieli tak szybko, że aż Kuba przypalił sobie piżamowe gatki, a misiowi wyprostowało się futerko na pupce. Siła lotu była tak wielka, że wyrzuciła ich całkowicie poza jaskinię, w sam środek mięciutkiej łączki, po której wesoło skakały zające. Wokół nich pojawiło się od razu mnóstwo zwierzaków, które naprawiły podarte ubrania i już dzielni nasi bohaterowie mogli kroczyć dalej. Wiedzieli, że pokonali własne lenistwo, więc czas było zmierzyć się z mostem histerii, cokolwiek by to nie oznaczało. Minęło sporo czasu zanim go zobaczyli. Wyglądał całkiem zwyczajnie, więc odważnym krokiem weszli na niego i od razu usłyszeli straszne zawodzenie i głośne płakanie. W pierwszym momencie wydawało się, jakby cały most zaczął płakać, wrzeszczeć, nie można było myśli zebrać. Kuba klęknął i przyjrzał się budowli z bliska. Zobaczył tysiące malutkich ludzików, które siedziały w szczelinach mostu i przeraźliwie płakały. Były to histeryczki - smyczki, które na dodatek zaczęły gryźć po kostkach i coraz trudniej było utrzymać się na moście. Misio chciał przed nimi uciec, ale było jeszcze gorzej. Z wrzaskiem rzuciły się na niego i zaczęły okładać go tymi swoimi małymi piąstkami. Naprawdę nie było z nimi dobrze i wtedy Kubie coś się przypomniało. Zaczął śpiewać swoją ulubioną piosenkę. Misio patrzył na niego zdziwiony, bo on mógł zaraz stracić życie, a ten sobie śpiewał w najlepsze. Ale mimo wszystko ufał przyjacielowi i miał nadzieję, że ten wie, co robi. Gdy piosenka coraz mocniej brzmiała pośród chmur, z nieba zaczęły zlatywać kolejne małe ludziki, ale na szczęście nie były to te same, który wściekały się na moście. To były wesołki- śmiołki, które przybywały zawsze tam, gdzie był śmiech i radość. W rękach miały ogromne ptasie pióra, którymi zaczęły łaskotać bose stópki histeryczków – smyczków, co wywoływało od razu śmiech i już za chwilę cały most histerii zamienił się w most śmiechu. To wystarczyło, by Kuba i misio bezpiecznie mogli przejść na drugą stronę. Teraz ze spokojem patrzyli, jak wesołki- śmiołki poderwały do tańca histeryczki – smyczki i wspólnie robili śmieszne kółeczka. Miso i Kuba pomachali im na pożegnanie i podążyli do kryształowego zamku. Gdy zbliżali się do niego, zobaczyli błękitnego łabędzia, który frunął w ich stronę. Łagodnie wylądował przed nimi i zaproponował, że ich zabierze na miejsce. Nawet chwili nie czekali, bo ta cała podróż troszkę już ich zmęczyła i w końcu wygodnie i mięciutko mogli dalej podróżować. Biała Pani przywitała ich serdecznie i ugościła. Doskonale wiedziała, w jakim celu do niej przybyli i cieszyła się, że dotarli i pokonali tyle niebezpieczeństw. Spojrzała łagodnie na Kubę i zaprosiła go, by podszedł do wielkiej skrzyni. Kuba zainteresowany podniósł kryształowe wieko i ze zdumieniem ujrzał najprawdziwszy kryształowy miecz. Był przecudny, mienił się tysiącem kolorów, gdy podniósł go do słońca, a srebrzysty, gdy go opuścił. Jednak jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy spojrzał na swoją rączkę. Swędząca i piekąca blizna całkowicie zniknęła, nie było po niej śladu, a jego mała rączka idealnie pasowała do rękojeści miecza.

- Jak to się stało? - zapytał zdumiony Kuba.

- To proste. Jesteś posłannikiem radości i ten miecz to twój symbol. Symbol odwagi i szczęścia. Wzywa cię do siebie, ilekroć ty sam schodzisz ze swej drogi. Czyli w twoim świecie oznacza to, że masz byś radością dla siebie i innych. Jeżeli o tym zapominasz, to miecz ci przypomina i tworzy się blizna. Ucz się, by było więcej radości dla ciebie i dla innych, a wkrótce zobaczysz, jak cudowny może być świat. I pamiętaj kim jesteś.

- Dziękuję Ci, biała Pani. Będę pamiętał.

I w tej chwili obaj upadli na ziemię i zasnęli. Przyjaciele obudzili się w swoim łóżeczku, przytuleni jak zawsze. Kuba przebudził się. Spojrzał na misia i nie wiedział, czy był to sen, czy wszystko zdarzyło się naprawdę. Ale spojrzał na rączkę i po bliźnie nie było ani śladu. Rozradowany ukochał swojego misia i łza radości spłynęła mu po policzku.

- Obiecuję - powtórzył Kuba. I ponownie przytulił się do misia.

 

KONIEC   

 

Wszystkie prawa zastrzeżone dla "quzdrowieniu.pl Energoterapia Włocławek".Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl