MENU

"Wilczek"

 

      W lesie tak ciemnym, że promienie słońca docierały do leśnego runa tylko kiedy silny wiatr rozchylał konary drzew, mieszkał sobie mały Wilczek. Niczym się nie różnił od pozostałych wilków w swoim stadzie, poza jednym małym szczegółem. Na sierści, w okolicy serca miał maleńką białą plamkę, która tak jak lustro odbijała promienie słoneczne, docierające czasami do wnętrza lasu. Wilczek czuł się wtedy zupełnie inaczej i nie umiał tego nazwać, ale miał w sobie tyle siły i jakiejś nieznanej mocy, że chciało mu się skakać, biegać i gdyby miał skrzydła to pewnie wzniósłby się wysoko ponad chmury, by już na zawsze czuć światło promieni słonecznych. Niestety nie zdarzało się to zbyt często i gdy przez dłuższy czas światło nie wdzierało się do głębi lasu, wilczek na powrót stawał się agresywny i niebezpieczny dla innych mieszkańców lasu, zapominając o tych krótkich chwilach uniesienia. Stawał się na powrót czarnym wilkiem. Pewnego razu, gdy oddzielił się od stada i nie mógł znaleźć drogi powrotnej do domu, zaczął wołać o pomoc. Nie wiedział, czy go ktoś usłyszy, czy ktoś zechce mu pomóc, bo nie było to w zwyczaju dzikich zwierząt, zamieszkujących ten las. Jednak wył i skomlał z całych sił, wierząc, że to jakoś pomoże mu znaleźć drogę powrotną. Jego wycie było tak szczera i czyste, że usłyszało je Słoneczko, które czasami zaglądało do lasu i znało tego Wilczka. Słoneczko wiedziało, że tliła się w nim ostatnia iskierka światła, którą nosił w sercu. Przedarło się przez konary drzew i w znajomy sposób oświetliło mu białą plamkę na klatce. Kiedy Wilczek poczuł słońce na sobie, przestał skomleć i uważnie przyjrzał się promykowi, który wibrował dziwnie znajomo i w taki sposób jakby chciał mu coś pokazać. Wilczek zaufał światłu i postanowił podążać za tym małym świetlistym drogowskazem. Pomimo, iż słońce prowadziło go w zupełnie innym kierunku niż był jego dom i mieszkało jego stado, był dziwnie spokojny i pewny swojej drogi. I tak Wilczek ze słońcem na piersi przemierzał dziwne i nieznane zakamarki lasu, a im dłużej wędrował, tym bardziej las wokół niego zaczynał się zmieniać. Powolutku niknęły gęste drzewa, krzewy i ogromne zarośla. Roślinność stawała się mniejsza i bardziej kolorowa. Wilczek nigdy wcześniej nie widział takiego krajobrazu, ale podobał mu się coraz bardziej, więc podążał dalej.

 

      Pewnego razu na swojej drodze spotkał małego zajączka, lecz zamiast rzucić się na niego, zaczął mu się bacznie przyglądać. Zobaczył jak inny promień słońca rozświetla tym razem głowę zajączka i łaskocze go między uszami. Wilczek poczuł dziwną więź z tym stworzonkiem. Skoro i jego słońce oświetlało, to coś musiało ich łączyć. Jeszcze w głowie pobrzmiewały głosy, które podpowiadały: „bij, zabij, rozszarp i zjedz”. Ale gdzieś bardzo głęboko w sobie czuł już, że może być inaczej, choć jeszcze nie wiedział jak. Wtedy ujrzał jak słońce łączy te dwa promienie i na wysokości drzew wyświetla śmieszny film, jak wilk i zając biegają po łące i bawią się w ganianego.

 

„Czemu nie?” - pomyślał sobie Wilczek i ostrożnie, żeby nie przestraszyć zajączka podszedł do niego i zaproponował wspólną zabawę. Zajączek jeszcze nie widział takiego zwierzęcia jak Wilczek, więc ostrożnie i nieśmiało przybliżył się do niego i spojrzał mu głęboko w oczy. Gdy ujrzał w nich radość i chęć wspólnej zabawy, przyjął zaproszenie i już za chwilę z radością biegali po łące.

 

      Nigdy wcześniej Wilczek tak dobrze się nie bawił i tak głośno nie śmiał. Do tej pory tylko polował na inne zwierzęta, by zaspokoić wilczy apetyt, swój głód, który nakazywał mu zabijać i zjadać. A teraz od kilku dni żywił się tylko roślinkami, korzonkami, a na widok żywego zwierza ucieszył się i zaproponował mu wspólną zabawę. To było coś tak niesamowitego i na tyle mocnego, że Wilczek nie chciał już wrócić do swojego dawnego życia. Zapragnął poznać świat, który pokazywało mu Słoneczko. Nie wiedział, co go czeka, ale czuł, że z pewnością będzie to ciekawszy i bardziej fascynujący świat, niż mroczny las, który znał do tej pory. Po wspólnej zabawie z zajączkiem, podziękował mu życząc wszystkiego dobrego i chwycił promień słoneczny, który jak ssawka na powrót przyczepił mu się do piersi. Wtedy Wilczek zauważył, że promień jest jakby większy i jaśniejszy. Uznał to jednak za swoje przywidzenie i ruszył w dalszą drogę, mając żywo w pamięci wspólną zabawę z zajączkiem.

 

     Kiedy tak wędrował, coraz bardziej zaczynała fascynować go roślinność wokół niego. Niektóre roślinki mógł śmiało kosztować, przy innych słońce pokazywało go martwego, więc wolał ich nie ruszać. Ale to wszystko było tak piękne i różnorodne, że nie umiał się tym nasycić. Kiedy patrzył z zachwytem na maleńkie kwiaty u swoich stóp, zauważył, że stają się one jakby większe i bardziej kolorowe, a kiedy oświetliło je słońce rozchylały swoje kielichy i lekko zaczęły falować. Wilczek postanowił przećwiczyć tę sztuczkę na innych roślinkach i efekty były zdumiewające. Po kolejnym spojrzeniu pełnym zachwytu, już nawet Słonko nie dokładało swojego światła, bo cała roślinność podnosiła się do góry i radośnie falowała niczym na wietrze.

 

     To wszystko było zachwycające, lecz w pewnym momencie Wilczek posmutniał. Zrozumiał bowiem, że on ze swoją czarną, przesiąkniętą nienawiścią sierścią, nie bardzo pasuje do tego cudownego świata. I wówczas Słoneczko znowu chwyciło go swym promieniem i zaprowadziło nad jezioro. Wilczek nie bardzo wiedział, co ma tam robić. W pewnym momencie nachylił się nad taflą wody, chcąc się napić i aż odskoczył, bo w odbiciu ujrzał nie siebie, ale jakieś zupełnie inne zwierzę. Był to wilk, ale cały biały z lśniącą sierścią i błyszczącymi, łagodnymi oczami, a słońce otaczało go swoim blaskiem. Spojrzał Wilczek do góry i zobaczył wciąż ten sam malutki promyczek, który padał na jego serce, ale jasna plamka, która kiedyś była wielkości orzeszka, teraz jaśniała prawie na całej jego piersi.

 

I wtedy go olśniło - wszystko zrozumiał. Nadal jest czarnym wilkiem, polującym na słabszą zwierzynę, ale teraz ma wybór, czy chce takim zostać do końca swojego życia. Wiedział, że nie będzie łatwo zmienić swoje postępowanie, ale Słońce pokazało mu, że może być inaczej. Jeśli zechce, może stać się białym wilkiem pełnym światła dla otaczającego go świata. A już nie chciał starego życia pełnego przemocy, bo odczuł, że radość i wspólna zabawa jest o wiele przyjemniejsza. Teraz tylko trzeba się dopasować do nowego porządku a może mu w tym pomóc Słoneczko. Więc usiadł Wilczek na kamieniu i najpiękniej jak potrafił, prosił słońce o pomoc w zmianie siebie, o naukę, o pokazanie nowego świata i praw tam panujących, o dalsze prowadzenie i podpowiedzi, co jest właściwe, a co białemu wilkowi już nie uchodzi. Zapragnął się zmienić, by już na zawsze zostać w świetle i światłem tym stałe promieniować. Ucieszyło się Słoneczko, bo wiedziało, że nic bez woli Wilczka zrobić nie można, ale teraz, skoro Wilczek szczerze zapragnął się zmieniać, to prędzej czy później dokona się cud przemiany.

 

     I prowadziło Słoneczko Wilczka po różnych krainach, gdzie uczył się odrzucać swoje stare przyzwyczajenia, a w zamian reagować kochaniem i radością na każdą sytuację. W wizjach pokazywało mu światy, zamieszkałe przez same białe wilki żyjące w zgodzie, braterstwie i szacunku do swojej krainy i wszystkich jej mieszkańców. Prowadziło go do różnych zwierząt, by uczył się, czym jest pracowitość, odwaga, czy uczciwość. Wilczek słuchał rad Słoneczka bezgranicznie im ufając, bo gdzieś w głębi swojego serduszka czuł, że nie ma lepszej drogi. Zrozumiał, że stary las, który kiedyś nazywał domem, był tylko poczekalnią, w której przebywały zagubione zwierzęta, niepasujące do żadnego cudownego świata. Gdy tak wędrował i obserwował jak żyją inne zwierzątka, wiele się od nich uczył.

 

     Jednak Słoneczko chciało sprawdzić czy zmiana zachowania Wilczka jest trwała. Więc co rusz podsuwało mu nowe doświadczenia i sytuacje, w których musiał dokonywać wyboru, czy reagować po staremu - jako czarny wilk, czy też po nowemu - w sposób, jakiego wciąż się uczył. Wilczek był pilnym uczniem i w każdej sytuacji chciał pokazać, że słucha podpowiedzi Słoneczka. Kiedy spotkał jeża ze złamaną nóżką, to bez wahania ją wylizał i po chwili była już zdrowa. Gdy wiewiórce spróchniało drzewo, w którym mieszkała, to cały dzień biegał po okolicy, by znaleźć jej jak najlepsze schronienie i pomógł jej jeszcze poprzenosić wszystkie orzechy i zapasy na zimę. A jak niedźwiedź zaatakował norę liska i jego rodziny, to bez wahania, narażając swoje życie, stanął dzielnie w ich obronie. Dzięki temu przepędził wielkiego misia daleko za polanę. Nie słuchał nawet złośliwych docinków ze strony bobrów, które drwiły, że on taki samotny wilk, to pewnie go stado wyrzuciło i nikt go tam nie chce widzieć. Wymyślały, że jest fajtłapa i że z zającami się zadaje. Śmiały się z niego, że za długo na słońcu przebywał, bo mu się sierść odbarwiła. Ale on wiedział, dokąd zmierza i co ma robić, żeby ten cel osiągnąć. Dalej więc pomagał komu mógł, uczył się siebie od nowa i słuchał tylko słońca, które cały czas wskazywało mu drogę swoimi promieniami.

 

     Ani przez chwilę Wilczek nie pomyślał, że jest lepszym, silniejszym i fajniejszym zwierzątkiem. Dziękował tylko, że ma okazję pomagać, bo dzięki temu być może się wybieli i powróci do swojego prawdziwego domu. Każdego dnia czuł się coraz bardziej białym wilkiem.

 

Pewnego razu Wilczek został poddany ogromnej próbie. Kiedy szedł polaną, z lasu wyszło jego dawne stado czarnych wilków. Otoczyło go dookoła i zacieśniło krąg tak, że nie miał szans na ucieczkę. Przywódca stada patrząc złowrogo, oskarżył go o zdradę i opuszczenie stada. Nakazał Wilczkowi wrócić do ciemnego lasu, twierdząc, że tam jest jego miejsce. Przypomniał mu jeszcze, że każdy przejaw nieposłuszeństwa skończy się śmiercią, bo to on tu rządzi i ma prawo decydować, co mają robić inni członkowie stada. Ale wilczek zaszedł już swoją nową drogą zbyt daleko. Pamiętał stary świat mrocznego lasu i nigdy więcej nie chciał do niego wracać. Był zdeterminowany, gotów umrzeć za własne marzenie powrotu do siebie prawdziwego. I stał tylko spokojnie, zamknął oczy, gotów na śmierć. Gdy tak czekał, aż go inne wilki zagryzą, usłyszał głośne wycie i wszystko dookoła rozpromieniło się światłem, tak, że nie było nic widać. Gdy po chwili złoty pył opadł na ziemię, można było dostrzec kontury. Ze zdziwieniem Wilczek zauważył, że jest w zupełnie innym miejscu niż przed chwilą, a po czarnym stadzie wilków nie było nawet śladu. Stał za to przed nim o połowę większy, biały wilk, któremu sierść lśniła w słońcu i falowała na wietrze. Patrząc na niego łagodnie, uśmiechnął się i przywitał go w domu. Teraz Wilczek mógł już na zawsze zostać wśród swoich braci, by się doskonalić i dalej kształcić już, jako biały wilk. Bo po przekroczeniu granic magicznej krainy jego sierść zmieniła swoją barwę i choć jeszcze nie była tak śnieżnobiała, to jednak po czarnych kosmkach nie było już śladu. Za każdym razem, gdy wilczek budził się rano, wstawał i dziękował Słońcu, że ono jedno wciąż w niego wierzyło i utrzymywało to światło w nim do końca jego wędrówki. Więc nie bójmy się kochani dostrzegać dobra w innych, być może też jesteśmy dla nich takim światłem i ostatnią nadzieją.

 

Wszystkie prawa zastrzeżone dla "quzdrowieniu.pl Energoterapia Włocławek".Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl