MENU

"Królicza droga"

Pewnego razu królicza mama razem z trójką swoich dzieci musiała opuścić swoją norkę i szukać nowego schronienia. Planowała wyruszyć o zmroku i wędrować nocą, dlatego przed podróżą królicza mama dokładnie wytłumaczyła króliczkom, żeby trzymały się jej blisko, bo będą wędrować po miejscach, gdzie grasują groźne wilki. Jednak żeby ich nie obudzić muszą być ostrożni i zachowywać się bardzo cichutko. Jeden synek nie bardzo słuchał swojej mamusi, więc już po kilku minutach wędrówki oddalił się od reszty i zajął się łapaniem świetlików, zamiast przestrzegać poleceń mamy i być czujnym. Mama  skoncentrowała się na celu, by dotrzeć w bezpieczne miejsce, a sądząc, że wszyscy trzymają  się jej blisko, nawet nie podejrzewała, że jeden króliczek oddalił się od nich i robił zupełnie coś innego niż go prosiła. Zorientowała się dopiero, że go nie mam, gdy już świtało i gdy była już na skraju lasu w bezpiecznym dla nich miejscu. Jednak nie mogła zostawić pozostałe swoje dzieci i narażać je na niebezpieczeństwo, by iść ratować jednego swojego synka. Poprosiła więc swoich leśnych przyjaciół, by pomogli maleństwu przedostać się na drugi brzeg lasu, gdzie będzie na niego czekała z pozostałą rodziną. Tymczasem malec zorientował się, że jest sam, dopiero, gdy świetliki odleciały i zrobiło się naprawdę ciemno. Czuł się przerażony i bezradny. Sam na terenie gdzie grasują potworne wilki i gdzie czyha na niego niebezpieczeństwo. Ze strachu nawet nie potrafił łez uronić, choć w środku cały się trząsł i nie wiedział, co robić. Pamiętał jednak jak mama mówiła, którą drogą będą szli, więc próbował znaleźć znajome miejsce, jakiś punkt zaczepienia by wiedzieć, w którą stronę iść dalej. Gdy tak szedł, spotkał po drodze jeża, który podpowiedział mu by wspiął się na najbliższe drzewo i z wyższego poziomu poobserwował okolicę. Ale drzewo było wysokie i trzeba było trochę wysiłku włożyć, by to zrobić, więc króliczek sobie odpuścił i wybrał łatwiejszą drogę, czyli okrążanie dookoła w poszukiwaniu wyjścia. Po dwóch godzinach dotarł do tego samego miejsca, w którym wcześniej spotkał jeża. Nogi go bolały, czuł głód i nadal nie wiedział którędy ma iść. W końcu zdecydował wspiąć się na drzewo i gdy tylko tam wszedł zobaczył znajomą górkę, o której opowiadała mama. Ucieszył się bardzo i tylko był nieco zły na siebie, że wcześniej nie posłuchał jeża i nie zrobił, co mu podpowiadał. Stracił przez to kilka godzin, zyskał ból w łapkach i nic więcej. A przed nim była jeszcze długa droga. Gdy dotarł do górki spotkał kruka, który uspokoił go, że mama i rodzeństwo są już na drugim skraju lasu bezpieczni i na niego czekają. Bił się w ogonek mały króliczek, dlaczego oddalił się od reszty. Byłby już bezpieczny i szczęśliwy z rodziną, a tak sam musi przejść przez ten las i nawet nie wie, co ma robić. Kruk dał mu wskazówkę, żeby szedł wzdłuż rzeczki, którą widzi w oddali, a gdy dotrze do wielkiego dębu, będą tam poukładane stare korzenie i konary, z których może zrobić sobie kładkę i przejść przez rzekę. Ale będzie musiał zrobić to bardzo szybko, bo za kilka godzin będzie świtało i wilki wyruszą na polowanie, a wtedy nie będzie miał żadnych szans na bezpieczne dotarcie do skraju lasu. Króliczek z trudem dotarł na brzeg rzeki, ale nie bardzo uśmiechało mu się robić kładki, bo rzeka była zimna, mokra i bardzo nieprzyjemna. Więc kicał tak wzdłuż z nadzieją, że zjawi się ktoś, kto wybawi go z tych całych tarapatów. Ale się nikt nie zjawił i gdy słonko zaczęło wyłaniać się zza horyzontu zrozumiał, że to jest jego ostatnia szansa. Na dodatek wilki ruszały na polowanie, bo słyszał w oddali ich skomlenie. Przypomniał sobie bajki, które opowiadała im zawsze mama, jak dzięki pracowitości i waleczności ich bohaterowie zawsze wychodzili cało z różnych tarapatów. Jeszcze raz obejrzał się dookoła, czy może jednak kogoś nie znajdzie do pomocy i gdy nikogo nie znalazł, przymusił się do własnego wysiłku. Składał te kłody i korzenie z prędkością światła, bo już wiedział, że przebimbał sobie sprawę i jeżeli się teraz nie ruszy uczciwie do pracy, to zrobi przyjemność, ale wilkom, które wygłodniałe tylko czekają by go schrupać. Gdy kładł ostatnią gałąź, po której mógł przejść usłyszał sapanie tuż za drzewem i zamarł ze strachu. To już koniec. Na darmo jego praca, już nigdy nie spotka się z ukochaną mamą i rodzeństwem. Zobaczył świecące oczy wilka przed sobą i gdy ten rzucił się na niego, to tylko zdążył odskoczyć w bok. I już myślał, że jest po nim i zacisnął mocno swoje oczka, gdy usłyszał spokojny głos. Już się nie bój, jesteś bezpieczny. Z wielką niepewnością otworzył swoje oczka i ujrzał bobra, który łagodnie się uśmiechał. Okazało się, że dzięki kładce, którą zbudował, połączył się z tratwą bobra i gdy odskoczył w bok, to tratwa się odłączyła i popłynęła wzdłuż rzeki, dzięki czemu wilki nie mogły ich dosięgnąć. Słychać było tylko skomlenie i zawodzenie z brzegu. Opuścił głowę króliczek, bo widział ile błędów popełnił i tak bardzo dziękował losowi, że został cudownie uratowany przez bobra. Wiedział dokładnie, że to nie jest koniec jego nauki, ale tym razem chciał być pilnym uczniem, by nie zaprzepaścić swojej szansy powrotu do rodziny. I gdy tylko stanęli przy drugim brzegu rzeki, z ogromną uważnością słuchał tego, co mówi mu bóbr, by zrobić wszystko dokładnie, co mu podpowiada. Wspólne chwile z rodziną były dla niego ważniejsze, niż jego własna wygoda i lenistwo. I jak sobie postanowił tak zrobił. Uruchomił w sobie taką siłę, determinację i pracowitość, jaką nigdy w życiu nie odczuwał. Dodatkowo odczuwał przy tym ogromną przyjemność i satysfakcję, której wcześniej nie znał. Tak się skupił na swoim zadaniu, że nawet nie zauważył, kiedy wyszedł z lasu. Szczęśliwy rzucił się w ramiona ukochanej mamy i rodzeństwa. W głębi serca postanowił sobie, że już nigdy się od nich nie oddzieli i zawsze będzie szedł drogą miłości i pracowitości, bo tylko ona może dać szczęście i prawdziwe spełnienie.

Wszystkie prawa zastrzeżone dla "quzdrowieniu.pl Energoterapia Włocławek".Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl