MENU

"Siła miłości i strachu"

             Żył raz sobie chłopczyk o imieniu Bartek. Już jako mały chłopiec śmiał się do powietrza i łapał je radośnie rączkami, tak jakby chciał coś uchwycić. Gdy tylko zaczął mówić, rozmawiał całymi dniami sam ze sobą, w taki sposób jakby ktoś przy nim był. Z czasem rodzice przyzwyczaili się do tego i zaakceptowali tego niewidzialnego przyjaciela. Przyjaciel jednak, pomimo tego, że nie był widoczny dla większości ludzi, istniał naprawdę. Pokazywał Bartkowi różne światy, uczył go różnych rzeczy, tak żeby w przyszłości wyrósł na szczęśliwego i mądrego człowieka. Bartek bardzo uważnie słuchał swojego Przyjaciela, lubił się z nim bawić i lubił jego opowieści. Czasami, kiedy zamykał oczy, Przyjaciel zabierał go do różnych magicznych krain, gdzie poznawał inne zwierzęta i rośliny. Gdy Bartek był już dużym chłopcem i chodził do szkoły, zaczął również dostrzegać różnice w ludziach, w ich sposobie patrzenia, mówienia czy nawet poruszania się. Słyszał o głodzie, wypadkach, chorobach, jak również o różnych wygranych w loteriach, cudownych wyzdrowieniach, które ludzie nazywali szczęściem. Nie bardzo wiedział, o co tu w tym wszystkim chodzi i do czego to zmierza, więc poprosił swojego Przyjaciela, by mu to jakoś wytłumaczył. Przyjaciel z radością podjął się zadania.

             Zakręcił trzy razy chłopca na fotelu i wylądowali w niewielkim miasteczku, gdzie nie było tylu ulic, co w jego rodzinnym mieście, a zamiast bloków były drzewa, jakby mały las wyrastał pomiędzy domami, jednak wszystko wyglądało całkiem normalnie.

- I co widzisz? – zapytał Przyjaciel.

- Nic nadzwyczajnego... domy, ulice, drzewa, przelatujące ptaki.

- Dobrze, a teraz spróbuj całkowicie zamknąć oczy, otworzyć serce i bez jakichkolwiek ocen spójrz jeszcze raz.

Chłopiec nie bardzo wiedział, jak ma jeszcze bardziej zamknąć oczy, skoro już ma zamknięte, i jak ma otworzyć swoje serce. Tego typu sztuczki widział tylko w telewizji, podczas operacji chirurgicznej. Ale przypomniało mu się, jak kiedyś Przyjaciel tłumaczył mu, dlaczego tylko on go widzi, a pozostali ludzie nie. Pamiętał opowieści o ich pierwszym spotkaniu, kiedy zobaczył Przyjaciela nad swoją kołyską i poczuł ogromną do niego miłość, to jego łagodne spojrzenie, radosny uśmiech i ciepło, jakie czuł, gdy zbliżał się do jego kołyski. Więc przypomniał sobie to uczucie i spróbował spojrzeć na otaczający go świat w taki sam sposób, jak Przyjaciel patrzył na niego, z taką samą miłością, jaką on czuł do Przyjaciela. I zadziało się, nie mógł uwierzyć, ale świat wyglądał już zupełnie inaczej. Nie było zwykłych drzew, zwierząt, nawet bloków, wszystko było różnobarwne, mieniące się, kolorowe, skrzące różnymi drobinkami. Tylko nie było widać nigdzie ludzi. Bartek zaczął się zastanawiać, jak by wyglądali w tym świecie ludzie, jakiego byliby koloru, jak by się mienili. Przyjaciel znał myśli Bartka, więc na jego życzenie pozwolił, by mógł ujrzeć również ludzi. Jednak ten widok już się Bartkowi tak bardzo nie podobał. Zniknęły kolory, od czasu do czasu można było widzieć blade pastele... i świat od razu zszarzał i pociemniał. Czasami tylko widać było, jak jakiś człowiek tryska fontanną kolorów, świeci i błyszczy. Bartek przyjrzał mu się bliżej, bo na jego głowie zaczął dostrzegać różnobarwne  kuleczki. Jedne były trochę mniejsze, drugie trochę większe, ale zawsze coś z nich wyskakiwało, spadało na głowę i wówczas człowiek przez chwilę jeszcze bardziej świecił mieniącym się światłem. Gdy Bartek przyjrzał się bliżej tym ludziom, którzy byli szarzy i ciemni, to zauważył, że na ich głowy też spadają kuleczki, tylko czarne i też z nich wyskakują różne rzeczy. Nawet zauważył, że te same rzeczy pojawiają się u jednych,  jak i u drugich, lecz w grze kolorów dają zupełnie inny efekt.

- O co tu chodzi? – zapytał zaciekawiony swojego Przyjaciela.

- To jest świat emocji i uczuć. To jest to wszystko, co odczuwamy, czego pragniemy lub się boimy. Wszystko, co odbieramy i wysyłamy. Tak naprawdę są dwa stany. MIŁOŚĆ i jej przeciwieństwo, czyli STRACH. Cały świat, również ludzie, powstał z miłości, dlatego każdy z was nosi w sobie maleńkie światełko w sercu i może je rozpalić wtedy, kiedy zechce. Może je też zgasić, gdy zaczyna wysyłać za dużo strachu lub inne niskie wibracje, np. złość czy gniew. To, co widzisz jako kolorowe lub szare, to właśnie barwny obraz tego, co wysyłają ludzie. Jeżeli się czegoś boją, ciągle krzyczą i są leniwi, to wysyłają w świat czarne bądź szare kolory. Natomiast, gdy są zakochani, dbają o wszystko dookoła, są łagodni, weseli, to rozsiewają wokół siebie światło i wówczas mogą odebrać dary, które MIŁOŚĆ dla nich zsyła.

- To są te kolorowe kuleczki, które spadają im na głowy? – zapytał Bartek.

- Tak, właśnie to są dary wysyłane przez MIŁOŚĆ. One zawsze płyną do nas nieustannie. W nich zawarte są nasze prawdziwe marzenia, nasze pragnienia, nawet to, co chcielibyśmy robić. Dary płyną cały czas, tylko od nas zależy, czy spadną na naszą głowę i czy dotrą do naszego serca, żeby mogły spełnić się w fizycznej rzeczywistości.

- Ale ciemne kuleczki, które spadają na innych ludzi, też zawierają różne fajne rzeczy.

- Oczywiście. Słusznie zauważyłeś, to są dary, które wysyła STRACH, bo on też nas zasila. Równica jest jednak taka, że MIŁOŚĆ zsyła na nas tylko prawdziwe szczęście, coś, co naprawdę da nam radość. Weźmy przykład tego Pana w żółtym sweterku i tego w niebieskiej kurtce. Czy widzisz, co spadło na ich głowy?

- Tak! Oboje dostali nowe auta. Widać po ich minach, że oboje się cieszą, tylko jeden w żółtym sweterku jeszcze bardziej poszarzał, choć i tak otoczony był cały ciemną chmurą. A ten w niebieskiej kurtce pojaśniał. To ja już nic nie rozumiem - z rezygnacją odpowiedział chłopiec.

- Nie poddawaj się – uśmiechnął się Przyjaciel. - Coś ci dopowiem i wszystko zaraz zrozumiesz. Spójrz na Pana w żółtym sweterku. Wydaje się być szczęśliwy. Jednak jest to złudne, chwilowe szczęście, bo przyjął dar od strachu. To auto chciał kupić tylko dla siebie, by go inni podziwiali i patrzyli na niego z zachwytem. Chciał tak, bo prawdziwie się boi odrzucenia przez innych ludzi. Boi się samotności, on nie kocha siebie ani innych ludzi, którzy są wokół niego. Nie kocha nawet tego samochodu, chce go tylko wykorzystać, by zaimponować innym ludziom. Chce poczuć, że jest lepszy od innych, myśli, że dzięki temu sam poczuje się lepiej. Kupuje ciągle nowe, wspaniałe rzeczy, tylko po to, by nie słyszeć strachu, który stale odzywa się w jego sercu. Za chwilę będzie miał wypadek, potrzaska auto, a on sam trafi do szpitala. Będzie miał szansę zastanowić się nad swoim życiem. A teraz spójrz wyżej nad jego głowę. Co widzisz?

- Te same kolorowe kuleczki, które widziałem u tego drugiego Pana. Ale dlaczego one docierają tylko do jednego poziomu i od razu znikają jak bańki mydlane na wietrze.

- To jest konsekwencja tego, co wysyła ten człowiek. Wysyłając strach, niszczy wszystkie dary, które również dla niego wysyła MIŁOŚĆ. Ona nie ocenia, tylko daje, więc śle dary wszystkim ludziom, a to od nas zależy, czy do nas dotrą, czy podmuchem strachu zniszczymy je, zanim zdążymy je zobaczyć. Stąd bierze się przysłowiowe szczęście i pech, który chodzi parami, to konsekwencje tego, co ludzie wysyłają swoim sercem.

- No dobrze, a ten drugi Pan w niebieskiej kurteczce tak samo dostał auto? 

- Zgadza się. Ale on nie myślał tylko o sobie. Nawet nie myślał uparcie o aucie. On po prostu kochał świat takim, jakim jest. Miał oczywiście chwile słabości, kiedy dopadał go strach, ale nie poddawał się temu uczuciu. Wiedział, że radość jest silniejsza niż smutek, że pracowitość się opłaca i cierpliwie zbierał pieniądze na nowe auto. Był życzliwy dla ludzi i samego siebie. Gdy marzył o aucie, widział, jak zabiera swoich przyjaciół nad jezioro, jak się razem bawią i jest wesoło. Czuł, że będzie mógł jechać, gdzie chce, i pozna nowe miejsca, w których zakocha się bez pamięci. Widział w swojej wyobraźni, jak robi nowe zdjęcia i pokazuje je wszystkim, by wiedzieli, że świat jest piękny. On po prostu słał MIŁOŚĆ i nic więcej, a dary same do niego płynęły. Czasami nie trzeba wciąż wyczekiwać realizacji swoich marzeń, gdyż wówczas wysyłamy tak naprawdę strach. Pojawia się w nas napięcie i boimy się, że jednak tego, co chcemy, nie osiągniemy. Gdy kochamy, nie ma znaczenia, czy to dostaniemy, czy nie. Ważne jest, jak my patrzymy na cały świat. Bo dary i tak przyjdą, prędzej czy później, i mogą przerosnąć nawet nasze marzenia.  MIŁOŚĆ zna nas bardziej niż my sami i wie, co daje nam prawdziwą radość i spełnienie. Przecież stworzyła nas i świat dookoła. To my swoim postrzeganiem zakłócamy jej prawdziwy odbiór, zaciemniamy jej oblicze, sprawiając że życie staje się szare i ponure. Ludzie czasem zachowują się bardzo dziwnie. Najpierw piszą długą listę swoich pragnień, później zapominają o kochaniu i są zaskoczeni, że to, co otrzymują, nie jest wcale tym, co daje im szczęście. Narzekają, że życie jest takie ciężkie i wokół tyle nieszczęścia, ale większość z tych koszmarów sami produkują. Wystarczy pokochać wszystko i pozwolić, by dary same spływały i cieszyły prawdziwą radością. Wystarczy zmienić swoje podejście do wszystkiego i wszystkich.

- Już rozumiem, już wiem – krzyknął z radością Bartek. -  Przecież to jest takie proste.

- No właśnie. Najprostsze na świecie – uśmiechnął się Przyjaciel.  

Wszystkie prawa zastrzeżone dla "quzdrowieniu.pl Energoterapia Włocławek".Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl