MENU

"Błękitna Murena"

 

Był już wieczór. Matka przytuliła swojego synka i zapytała go : - Gdzie cię dzisiaj zabrać, moje słoneczko? Mały uwielbiał te przygody z mamą. Zamykali oczy i budzili się w świecie fantazji i marzeń . Zawsze spotykało ich coś ciekawego i fascynującego. Żadne bajki w telewizji nie mogły zastąpić tego, co razem przeżywali. - Ok., to ruszamy. Odpręż się, zamknij oczy i zaraz znajdziemy się w innym miejscu. Dzisiaj będzie to statek na środku morza. Ty będziesz kapitanem, a ja twoją załogą. Niezły będzie ze mnie majtek. Gotowy?. - Gotowy- krzyknął radośnie malec. I już po chwili czuli powiem morskiego powietrza na skroniach i lekkie bujanie całego ciała. - A hoj kapitanie. Piękny mamy dzień. Widoczność doskonała, kurs na północ obrany, masz jakieś wytyczne? Mały siedział na mostku i patrzył przez lornetę. W okolicy było widniało samo morze, nie było widać żadnego lądu, a tafla wody była gładka i lśniąca. Poprawił sobie zadziornie czapkę, która bardziej przypominała czapkę piracką niż kapitańską, zakręcił wąsem i wydał polecenie. - Kierujemy się na północ. Dzisiaj czuję w nosie, że spotkamy błękitną murenę i nie damy jej się spłoszyć. I ruszyli. Choć statek był ogromny, to dzięki rozciągającym się rękom i nogom świetnie radzili sobie we dwójkę przy jego sterowaniu. O! Przepraszam! Mieli świetną pomoc w postaci papugi, która zawsze ich zachęcała do pracy śmiesznymi wierszykami albo piosenkami, które sama wymyślała na poczekaniu. „Kręcą, kręcą sterem w koło, żeby było nam wesoło. Z prawa, z lewa, z lewa, z prawa - to jest bardzo ważna sprawa. Nasz kapitan nosem czuje, gdzie się czają morskie zbóje . Pył na niewidoczność mają, by ich zrobić pięknie w jajo. Później cicho podpływając, wyjąc charszcząc i skamlając, Duchy morskie udawają i te smyki przepędzają, Ci w tym strachu i chaosie nawet już nie dłubią w nosie, Czapki gubią, nawet gacie, ale ubaw, mój ty bracie, My wieczorem wspominamy, niezły z tego ubaw mamy. Ahoj!” I tak radośnie mknęli sobie bezkresnym oceanem. Nastał już późny wieczór, pierwsze gwiazdy pojawiły się na niebie. W tej części kontynentu były bardzo niesforne, kręciły się po niebie tworząc co rusz świetliste figury, zaczepiając, zachęcały do wspólnej zabawy. Kapitan i majtek uwielbiali grać z nimi w kalambury, więc długo nie musieli się prosić, by już po chwili, przekrzykiwać się nawzajem, by odgadnąć jak najszybciej tytuł bajki, nazwę przedmiotu, czy jakiekolwiek hasło. Nie miało znaczenia, co to było, ważna była zabawa i jak najśmieszniejsze skojarzenia. Byli już po dobrej godzinie zgadywania, a całe niebo rozświetliło się mnóstwem gwiazd, gdy po chwili wszystkie jak jedna ułożyły się w kształt mureny. Dla kapitana był to znak, że zbliżają się do miejsca spoczynku tych wspaniałych zwierząt. Dla całej załogi była to niezwykła chwila i jednocześnie sprawdzian samych siebie, bo miały one w sobie magię, która zmieniała życie tych, którzy je spotkali. A to nie jest łatwe. Mureny błękitne mieszkały w jamach bądź jaskiniach wodnych i mogły ukazać się tylko osobnikom o czystych sercach. Takich, którzy w swojej naturze kierowali się miłością i dobrem innych, nie zapominając o radości i własnym szczęściu. Niestety, niewielu mogło opowiedzieć, jak one dokładnie wyglądają, ponieważ w swoim zaprzeczeniu udawali wspaniałych, głęboko skrywając w sercu swoją prawdziwą naturę, pełną pychy i zawiści wobec drugiego człowieka. Jednak szkliste, srebrno - czarne oczy mureny szybko rozpoznawały prawdę i oszusta połykały w całości. Z tego powodu coraz mniej osób wyruszało na ich poszukiwanie, choć stawka była wielka. Ci, którzy w swoich sercach mieli miłość i radość, otrzymywali ogromny dar, spełnienie jednego nawet najbardziej nieprawdopodobnego marzenia. Dla mureny wszystko było możliwe, wszystko, dosłownie wszystko się stawało, po spełnieniu jednego prostego warunku – czystości serca. Ci, którym się udało, nazywani byli przez innych „ludźmi o świetlistych sercach„ i oni sami z czasem nabierali umiejętności kształtowania innym rzeczywistości w prawie otwartego serca, gdzie każdy znajduje odrobinę radości dla siebie. Na statku zapadła więc cisza, poczuli lekkie tąpnięcie z prawej burty. Gwiazdy ułożyły się w okrąg i jak latarką świeciły po tafli morza, które wyjątkowo było dzisiaj spokojne. W załodze powstawało lekkie napięcie, jednak zawsze skrzecząca papuga dała o sobie znać i swoim zwyczajem wyrecytowała z powagą ulubiony poemat: „Nie znamy dziś strachu, nie znamy dziś trwogi, bo mamy spryt i szybkie nogi, A gdzie uciekać się już nie da, miłością działamy na drugiego człeka, Więc dalej do dzieła, wielcy śmiałkowie, bez wątpliwości każdy dziś powie, Że przygód radosnych jesteśmy twórcami i wszyscy dobrze bawią się z nami, Co los przyniesie, bierzemy garściami i wszystko co dobre z tego zlepiamy. W każdej przygodzie się odnajdziemy, by wspólne szczęście było na ziemi.” I na koniec zapiała jak kogut. Tak tylko ona potrafiła, co zupełnie rozładowało atmosferę i wszyscy poczuli się jak w zaczarowanej krainie, gdzie wszystko jest możliwe. Przepełniła ich moc możliwości i nieskończona siła. Na chwilę zapominając o murenie, głośno śmiali się z papugi, która tym razem chodziła po mostku i gdakała jak kura. Dopiero po chwili zauważyli, że murena wychyliła łeb z wody i bacznie się im przygląda. Wyglądała nieco przerażająco. Jej szkliste oczy świdrowały każdego, jakby laserem prześwietlała ich wnętrze. Cała pokryta była łuskami, na końcu zaostrzonymi i świetlistymi, dlatego całe jej ciało jakby świeciło. Wyglądała jakby krzyżówka węża i smoka, bo jej płetwy na zabój przypominały skrzydła, tylko nieco mniejsze. Całe podłużne ciało wiło się pod taflą wody, mieniąc się najczystszym błękitem. Na głowie miała kolce, które co chwilę opadały i podnosiły się jak do ataku. Była to chwila prawdy. Kapitan i majtek otworzyli swoje serca, by bestia mogła poznać prawdę o nich samych. Murena podniosła łeb ku gwiazdom i wydała przerażający krzyk. Wszystkim pociemniało w oczach i nikt nie wiedział, co się z nimi dzieje. Czuli tylko wir , który wciągał ich głębiej i głębiej. Nagle ten sam wir wyrzucił ich w górę i po chwili tak lecieli, że zamiast spadać, zawisnęli w przestrzeni. Z ciemności powolutku wyłaniało się błękitne światło, obok niego delikatne czerwone i już po chwili dało się rozpoznać kontury i kształty dookoła. Przed nimi, jak za mgłą, wiła się murena, która zmniejszała swoje rozmiary, jakby przybierając postać o innych kształtach. Gdy zbliżała się do nich, była to już piękna kobieta o rysach delikatnych i subtelnych. Jednocześnie biła od niej taka siła i zdecydowanie, że w nich samych ginęły cienie wątpliwości. Spojrzała na nich swoimi mądrymi czarnymi oczami, uśmiechnęła się i zagadnęła: - Witajcie, mam nadzieję, że lot nie był dość porywczy, wiatr lubi dodać nieco pikanterii do każdego spotkania, tym bardziej, że ostatnio żadnego nie było. Coraz mniej jest ludzi o czystych sercach. Tu na chwilę się zamyśliła, po czym wyjęła z rękawa kulę światła. Wyglądała ona jakby pioruny z całego świata zamknąć w kryształowej kuli. Bo widać było tylko rozbłyski wśród błękitu, który wypełniał kulę. - Proszę! To prezent ode mnie dla was. Za waszą miłość i radość w sercach. Włóżcie tam ręce i wyciągnijcie dla siebie po jednym piorunie mocy, który spełni wam jedno największe marzenie. Gdy będziecie już w domu, wejdźcie w marzenia, stwórzcie ten obraz od początku do końca z najdrobniejszymi szczegółami i ciśnijcie tym piorunem w przestrzeń, a spełni się to, o czym marzycie, a może jeszcze więcej. Nie pytajcie, nie analizujcie, nic nie zakładajcie, bo wedrze się do waszego serca wątpliwość i nic nie powstanie. Uwierzcie w siebie, moc stwórczą i działajcie od razu, ale spokojnie. Za chwilę zamkniecie oczy i na nowo je odtworzycie już we własnych domach, we własnych łóżkach. Nie zapominajcie, co otrzymaliście i nie czekajcie z wizualizacją tego, czego pragniecie. Daję wam moc i nie zmarnujcie tej szansy. Jej postać zaczęła blednąć, kształty się rozmywały, ale słychać było jeszcze jakby z oddali : - Jesteście wspaniali! Kocham was! I pamiętajcie, by wierzyć zawsze w siebie i moc czystego serca. Mama i synek, ocknęli się jakby ze snu. - Mamusiu, czy to był sen ? - A jeśli nie, to co byś dla siebie zapragnął? – z lekkim uśmiechem zapytała mama. - Mam takie jedno marzenie. Chłopiec zamknął oczy i widać było coraz większy uśmiech na jego twarzy, a z serca jakby przez chwilę wypłynęło błękitno – czerwone światło.

Wszystkie prawa zastrzeżone dla "quzdrowieniu.pl Energoterapia Włocławek".Strona wykonana przez Strony WWW - doneta.pl